Pękają domy, znikają stawy, mieszkańcy pytają o bezpieczeństwo. Spotkanie o szkodach górniczych w Chudowie

Coraz silniejsze wstrząsy, pękające domy, problemy z odszkodowaniami i brak dostępu do informacji o planach wydobycia. W sobotę 17 października 2026 r. w Chudowie mieszkańcy gminy Gierałtowice rozmawiali o skutkach działalności górniczej. Ich wypowiedzi pokazały, że problem wykracza daleko poza naprawę uszkodzonych budynków.

Spotkanie w Chudowie zgromadziło mieszkańców, którzy chcieli opowiedzieć o swoich doświadczeniach związanych z eksploatacją węgla pod terenem gminy Gierałtowice. Przyjechali również mieszkańcy Paniówek, w tym osoby z osiedla Leśnego, które zwracały uwagę na postępujące zmiany w terenie i uszkodzenia budynków.

Na miejscu była lokalna telewizja internetowa Twojemedia.tv, która przeprowadzała wywiady z mieszkańcami. Uczestnicy spotkania nie ukrywali emocji. W ich wypowiedziach powracały przede wszystkim trzy kwestie: bezpieczeństwo rodzin, sposób rozpatrywania szkód górniczych oraz oczekiwanie, że władze gminy i przedstawiciele kopalni zaczną odpowiadać na konkretne pytania.

„Nie chodzi o to, że wstrząsy będą. Chodzi o to, jakie są silne”

Jedna z mieszkanek podkreślała, że osoby, które zdecydowały się zamieszkać na terenach górniczych, mają świadomość istnienia kopalń i związanych z tym zagrożeń. Nie oznacza to jednak, że powinny akceptować każdą skalę oddziaływania wydobycia.

Jak mówiła, wcześniej również mieszkała w miejscu, gdzie działały kopalnie, ale obecnie odczuwane wstrząsy są — w jej ocenie — znacznie silniejsze i częstsze.

Szczególne emocje wywołał silny wstrząs, który według relacji uczestników miał miejsce w poprzedni czwartek wieczorem. Odczuli go mieszkańcy Chudowa i sąsiednich Paniówek. Jedna z uczestniczek opowiadała, że dzieci obudziły się z płaczem, a dorośli zastanawiali się, jak zachować się w sytuacji zagrożenia.

– Nie wiemy, czy ratować siebie, czy dzieci. Co zdążymy uratować – relacjonowała, opisując poczucie bezradności towarzyszące silnym wstrząsom.

Mieszkańcy pytali, z czego wynika obserwowane przez nich nasilenie zjawisk sejsmicznych i dlaczego nie otrzymują odpowiedzi, które pozwoliłyby im lepiej zrozumieć sytuację.

Nowe domy, pękające ściany i uszkodzony komin

Podczas spotkania wielokrotnie wracał temat szkód w budynkach mieszkalnych. Mieszkańcy zwracali uwagę, że uszkodzenia pojawiają się również w stosunkowo nowych domach.

Jeden z uczestników opowiadał, że po ostatnim wstrząsie pękł mu komin. Jak relacjonował, następnego dnia na miejsce przyjechał przedstawiciel kopalni, aby obejrzeć uszkodzenie. Mieszkaniec zaznaczał, że była to pierwsza sytuacja, w której — według jego doświadczeń — ktoś zareagował na zgłoszony problem.

Inny uczestnik, mieszkający w Paniówkach, opisywał zmiany obserwowane w okolicy ulicy Gliwickiej. Zwracał uwagę na różnicę w ukształtowaniu terenu w porównaniu z okresem, kiedy kupował dom i wprowadzał się do niego w latach 2010–2011.

Mieszkańcy osiedla Leśnego mówili również o pęknięciach ścian, osiadaniu budynków i kosztach zabezpieczeń. Jeden z nich opowiadał, że na własny koszt przygotował dom do oddziaływań odpowiadających — według jego relacji — trzeciej kategorii szkód górniczych, podczas gdy kopalnia przyznała zwrot kosztów na poziomie drugiej kategorii.

W jego ocenie przyjęta kwalifikacja nie odpowiadała rzeczywistemu zagrożeniu. Zapowiadał też kolejne prace remontowe.

Odszkodowania. Procedury, wielomiesięczne oczekiwanie i spór o wyceny

Uczestnicy spotkania podkreślali, że wnioski o odszkodowania składają mieszkańcy różnych sołectw gminy Gierałtowice. Z ich wypowiedzi wynikało, że procedury bywają długotrwałe, a sposób ustalania wysokości zwrotu kosztów budzi zastrzeżenia.

Jeden z mieszkańców opisywał sytuację, w której po długim oczekiwaniu kopalnia miała zaproponować obniżenie kwoty wypłaty o 10 tys. zł. Według jego relacji właściciel nieruchomości staje wówczas przed wyborem: zaakceptować niższą kwotę albo dalej czekać na rozstrzygnięcie.

Mieszkańcy zwracali uwagę, że zabezpieczenie domu wymaga pieniędzy i nie można odkładać prac w nieskończoność. Jednocześnie nie chcą ponosić kosztów, które — w ich ocenie — powinny zostać pokryte w ramach odpowiedzialności za szkody górnicze.

Podczas dyskusji pojawił się również wątek sytuacji finansowej Jastrzębskiej Spółki Węglowej i obaw, czy w przyszłości mieszkańcy będą mogli skutecznie dochodzić należnych im roszczeń.

Nie chodziło jednak wyłącznie o pieniądze. Uczestnicy podkreślali, że najważniejsze jest ograniczenie zagrożeń i uzyskanie informacji o planowanej eksploatacji, zanim pojawią się kolejne szkody.

Mieszkańcy chcą rozmawiać z osobami, które znają się na wstrząsach

Jedna z uczestniczek zwracała uwagę na sposób prowadzenia dotychczasowych rozmów z przedstawicielami kopalni. Jej zdaniem spotkania często sprowadzają się do wymiany stanowisk, bez przechodzenia do konkretnych rozwiązań.

Mieszkańcy wskazywali, że na spotkania sołeckie przyjeżdżają niekiedy przedstawiciele działów zajmujących się planowaniem wydobycia lub szkodami. Tymczasem oczekują obecności osób odpowiedzialnych za zagadnienia związane z tąpaniami albo przedstawicieli kierownictwa kopalni.

Chcą rozmawiać o przyczynach wstrząsów, ich przewidywanej skali i możliwościach ograniczenia skutków eksploatacji. Same mapy i ogólne informacje o planach wydobycia nie wystarczają im do oceny, co może wydarzyć się w najbliższych miesiącach.

Ważnym postulatem jest również obecność przedstawicieli kopalni na zebraniach sołeckich oraz lepsza komunikacja z mieszkańcami.

Znikająca woda w stawach chudowskich. Pytania o środowisko

Dyskusja nie ograniczyła się do domów i infrastruktury. Jedna z mieszkanek zwróciła uwagę na zmiany w środowisku naturalnym, wskazując na teren dawnych stawów chudowskich.

Według jej relacji zbiorniki, które jeszcze wcześniej były wypełnione wodą, obecnie są suche, a na ich terenie pasą się konie. Uczestniczka przedstawiła przypuszczenie, że woda może odpływać do gruntu przez uszkodzenia powstałe w związku z eksploatacją górniczą.

Zadała pytania o to, czy prowadzono badania pozwalające ustalić przyczyny zaniku wody, jaki jest wpływ wydobycia na lokalne środowisko i czy istnieją odpowiednie opracowania dotyczące tych zmian.

Kto kontroluje wydobycie i kto może je powstrzymać?

W trakcie spotkania rozmawiano również o odpowiedzialności instytucji za nadzór nad działalnością górniczą.

Jeden z uczestników wskazywał na rolę Okręgowego Urzędu Górniczego w procesie nadzoru i zatwierdzania planów ruchu zakładu górniczego. Z kolei radna gminy Gierałtowice Irena Czechowicz, która zabrała głos, mówiła o składanych interpelacjach i odpowiedziach otrzymywanych od instytucji.

Pojawił się spór dotyczący decyzji środowiskowych oraz zakresu możliwości działania władz samorządowych. Niektórzy uczestnicy twierdzili, że skala osiadania terenu może przekraczać wartości wskazywane w dokumentach, a władze gminy powinny podejmować dalsze działania prawne.

W przypadku osiedla Leśnego w Paniówkach przywołano wartość 0,5 metra jako dopuszczalny poziom osiadania wynikający — według wypowiedzi uczestników — z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Mieszkańcy wyrażali obawy dotyczące eksploatacji prowadzonej w pobliżu osiedla.

Brak informacji o planach wydobycia i monitoringu osiadania

Jednym z najmocniej wybrzmiewających tematów był dostęp do dokumentów dotyczących działalności górniczej.

Jeden z mieszkańców twierdził, że mimo składanych wniosków o udostępnienie informacji publicznej nie otrzymał od gminy dokumentów, których potrzebował do poznania podstaw i warunków prowadzonej eksploatacji. Podkreślał, że informacje te powinny być dostępne, a mieszkańcy nie powinni być zmuszeni do samodzielnego poszukiwania ich w różnych instytucjach.

Kolejna uczestniczka przypomniała, że w 2019 roku gmina zleciła monitoring satelitarny, który miał pokazywać osiadanie terenu. Jej zdaniem potrzebne są aktualne dane, pozwalające porównać zmiany zachodzące w kolejnych latach.

Według jej relacji podczas rozmowy z wójt pojawiła się kwestia wysokich kosztów takiego badania i trudności z pozyskaniem środków. Mieszkanka pytała, czy gmina powinna dysponować aktualnymi danymi o zmianach wysokości terenu, skoro mieszkańcy obserwują je na co dzień.

Zwracała również uwagę na brak wiedzy o przyszłych planach eksploatacji. Jak mówiła, uzgodnienia dotyczące uruchamiania kolejnych ścian wydobywczych rozpoczynają się z odpowiednim wyprzedzeniem, ale mieszkańcy nie mają poczucia, że wiedzą, gdzie i kiedy pojawią się kolejne zagrożenia.

Nie tylko szkody w domach. Wstrząsy wpływają na codzienne życie

Podczas spotkania przedstawiono również omówienie psychologicznych i zdrowotnych skutków długotrwałego narażenia na wstrząsy górnicze.

Wskazywano na stres, poczucie zagrożenia, problemy ze snem i koncentracją, a także bezradność wynikającą z braku informacji i możliwości wpływu na sytuację. Zwrócono uwagę, że skutki działalności górniczej mogą obejmować także spadek wartości nieruchomości, trudności ze sprzedażą domów i napięcia społeczne.

Wśród postulatów znalazły się stały monitoring oddziaływania sejsmicznego, wsparcie psychologiczne dla mieszkańców oraz usprawnienie komunikacji pomiędzy kopalniami, społecznością lokalną i władzami samorządowymi.

To ważny wymiar dyskusji. Dla mieszkańców problem nie kończy się w chwili, gdy wstrząs ustaje. Pozostają obawa przed kolejnym zdarzeniem, niepewność co do stanu budynku i pytanie, czy będzie można bezpiecznie mieszkać w nim przez kolejne lata.

„Mam teraz działkę o 4 metry większą”. Paradoks, który mówi więcej, niż się wydaje

Podczas spotkania padła też wypowiedź, która mogła zaskoczyć zebranych. Jeden z mieszkańców Paniówek, nawiązując do słynnego podziału Lecha Wałęsy na „plusy dodatnie i plusy ujemne”, powiedział:

„Mieszkam w Paniówkach na Wiśniowych i jak powiedział Wałęsa, są plusy dodatnie i plusy ujemne. Troszkę żartobliwie powiem państwu, że […] działkę mam teraz o 4 m większą”.

To zaskakujące zdanie pada w rozmowie o szkodach górniczych i zmianach zachodzących w terenie. W tym kontekście brzmi to jak paradoks: jak to możliwe, że działka nagle jest większa, gdy mieszkańcy mówią o skutkach działalności górniczej?

Za żartobliwą formą kryje się jednak poważniejszy temat — zmiany w terenie, ich konsekwencje dla właścicieli nieruchomości i pytania o to, jak wpływają one na codzienne życie mieszkańców.

Radni byli obecni, sołtysów zabrakło

W spotkaniu uczestniczyło tylko dwoje radnych Gminy Gierałtowice, Irena Czechowicz i Zygmunt Strzoda, a także Patrycja Fiegler, radna Rady Powiatu Gliwickiego. Byli to przedstawiciele samorządu, którzy mogli z własnego doświadczenia wypowiedzieć się na temat wstrząsów i negatywnego oddziaływania szkód górniczych, a także bezpośrednio usłyszeć relacje mieszkańców o uszkodzeniach budynków i problemach związanych z dochodzeniem odszkodowań.

Z zaproszenia na spotkanie nie skorzystał natomiast żaden z sołtysów Chudowa, Paniówek, Przyszowic i Gierałtowic. Ich nieobecność oznaczała, że zabrakło przedstawicieli wszystkich czterech sołectw, których mieszkańcy mierzą się z problemem szkód górniczych.

Mieszkańcy oczekują konkretnych działań od władz gminy

W wypowiedziach uczestników wielokrotnie pojawiał się temat odpowiedzialności władz samorządowych. Mieszkańcy przypominali, że wybierali wójta i radnych, licząc na reprezentowanie ich interesów również w trudnych rozmowach z kopalniami.

Krytykowali brak — w ich ocenie — wystarczająco skutecznego dialogu i oczekiwali informacji o działaniach już podjętych oraz tych, które dopiero są planowane.

Jedna z uczestniczek opisywała relacje pomiędzy mieszkańcami, gminą i kopalnią jako „trzy monologi”: każda ze stron przedstawia własne stanowisko, ale trudno doprowadzić do wspólnego rozwiązania.

W trakcie spotkania zwrócono też uwagę na nieobecność części oczekiwanych przedstawicieli instytucji. Mieszkańcy chcieli, aby ich problemy zostały zauważone nie tylko na poziomie lokalnych rozmów, ale również przez osoby mające wpływ na decyzje dotyczące wydobycia.

Co dalej po spotkaniu w Chudowie?

Spotkanie nie przyniosło gotowego rozwiązania problemu szkód górniczych. Nie oznacza to jednak, że rozmowa była bez znaczenia. Mieszkańcy przedstawili konkretne doświadczenia, opisali uszkodzenia budynków i problemy z procedurami odszkodowawczymi, a także wskazali na potrzebę dostępu do dokumentów i aktualnych danych.

Z dyskusji wyłania się kilka oczekiwań: rzetelne wyjaśnienie przyczyn i skutków wstrząsów, regularny monitoring osiadania terenu, przejrzyste informacje o planowanym wydobyciu, sprawniejsze postępowania odszkodowawcze oraz bezpośredni dialog z osobami odpowiedzialnymi za eksploatację i nadzór górniczy.

Najważniejsze pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi: co konkretnie zostanie zrobione, aby mieszkańcy gminy Gierałtowice mogli czuć się bezpieczniej we własnych domach?

To pytanie powinno trafić zarówno do przedstawicieli kopalni, jak i do władz samorządowych oraz instytucji odpowiedzialnych za nadzór nad wydobyciem.

Foto: AI

Podobne wpisy